Wybory 2010
Czy spacer po Nowej Soli zawsze musi być przyjemny?
Często jeżdżę na rowerze, czy spaceruję po mieście i okolicy. Dla "zdrowotności". Jednak nie zawsze wracam z tych wojaży w dobrym humorze. Czasami moja wiara, przede wszystkim w ludzi, ulega zwątpieniu. Nie potrafię sobie pewnych ludzkich postaw wytłumaczyć.
Wczoraj z żoną i jej koleżanką ruszyliśmy na rolki w okolice Bobrownik. Piękna pogoda, śpiew ptaków. Rewelacja. W ten sielankowy i romantyczny obraz naszej pięknej ojczyzny wkradły się obrazki stert sieci, wyrzucone przez ludzi na łono natury.
Nie potrafię tego pojąć. Ci ludzie wychowują dzieci. Ci ludzie narzekają, że na polską bylejakość, że wokoło jest ponuro i brzydko. Co taki człowiek myślał kiprując sterty śmieci na łono przyrody, i to w swojej okolicy? Czy idąc ulicą narzeka on na brud i szarość? Wyrzuca on, czy podnosi wyrzucone przez kogoś innego papierki na ulicy? Jak on mieszka? Czy ma czysto w domu? Jeśli resztki śmieci po remoncie wyrzuca on do lasu, to czy w wyremontowanej łazience czuje się on dobrze, skoro zaśmiecił swoją okolicę?
Na szczęście są miejsca piękne i urocze, bez gór śmieci, i to pozwala na chwilę relaksu, pod warunkiem, że uda się odwrócić myśli od rzeczy przykrych i niezrozumiałych.
Wczoraj spacerując po mieście natknąłem się na zaparkowane auto z wetkniętą za szybę dokumentem świadczącym o nie pełnosprawności kierowcy. Patrząc jeszcze raz na ten obrazek zastanawiam się czy chodzi tutaj o niepełnosprawność fizyczną czy umysłową?
Kierowca zaparkował sobie auto na środku deptaka, tuż obok ławeczki i udał się na zakupy, nie przejmując się tym, że zatarasował przejście i utrudnił ludziom poruszanie się po deptaku, również innym niepełnosprawnym. W mieście wydzielono miejsca dla niepełnosprawnych na większości parkingów. Ale jak widać są tacy, którzy uważają , że są inni od innych i z racji swojej niepełnosprawności, wolno im wszystko. Nie potrafię tego zrozumieć, jak można być aż tak bezczelnym i jak można tak lekceważyć i ignorować innych? Domyślam się, że ten niepełnosprawny domaga się równego traktowania, tylko on nie równo traktuje innych.
Dzisiaj w niedzielne południe przechodziłem obok Urzędu Miejskiego. Jeden z mieszkańców naszego miasta, prawdopodobnie udając się na mszę do kościoła (wszystkie miejsca parkingowe były zajęte), zaparkował swoje auto tak jak na załączonym obrazku.
Rodzą się pytania, czy ten kierowca narzeka na brak miejsc parkingowych w mieście? Czy zajęcie dwóch miejsc parkingowych przez jedno auto sprawiło mu przyjemność? Czy w kościele czuł on się dobrze i przepraszał za grzechy, jednocześnie utrudniając złośliwie życie innym? Czy to bardziej chodziło o złośliwość, bezmyślność czy głupotę?
Mój niedzielny spacer po centrum Nowej Soli już całkowicie zepsuł złodziej kwiatów. Na ulicy Szkolnej zasadzono w donicach piękne kwiaty. Okazuje się, że nie tylko mi się one podobały. Ktoś z premedytacją i z korzeniami wyrwał dorodnego rododendrona.
Zastanawiam się, czy i gdzie on zostanie zasadzony? Jaką przyjemność będzie ktoś czerpał patrząc na zasadzonego w ogródku ukradzionego krzewu? Czy kiedy pięknie on zakwitnie, czy ktoś będzie miał satysfakcję z tego, że ten piękny obraz pochodzi z kradzieży z centrum miasta? Chciałbym temu człowiekowi złodziejowi spojrzeć w oczy. Ciekawe co by miał do powiedzenia? Czy on też narzeka na szare miasto i uważa, że gdzieindziej jest lepiej? Jaką karę należałoby wymierzyć temu złodziejowi? Czy jego rodzina jest z niego dumna, że przyniósł piękną zdobycz?
Czy zawsze spacerowi po Nowej Soli muszą towarzyszyć złe emocje? Nie koniecznie. Wczoraj będąc w naszym porcie podziwiałam piękny jacht pełnomorski, który przypłynął do nas z Darłowa. Jeszcze raz sięgnąłem pamięcią wstecz, kiedy to nasz port i jego okolice wyglądały szaro, ponuro i przygnębiająco. Mieszkańcy tu raczej nie zaglądali, a zabłąkani turyści jeśli już tu trafili, to niemal z odrazą czmychali stąd jak najprędzej. Czy to się zmieniło? Piękny port, przystań dla małych łódek i jachtów, kładka nad kanałem, taras widokowy, promenada, tętniący życiem obok Park Krasnala…. Kiedyś goszcząc w innych miastach leżących nad rzekami, choćby w partnerskim Achim, marzyłem o tym, żeby choć namiastkę tego zrealizować w Nowej Soli. To były marzenia. Po latach dochodzę do wniosku, że marzenia się spełniają, jeśli się tego bardzo pragnie. To co kiedyś wydawało się wręcz niemożliwe, okazuje się, że już się w sporej części udało urzeczywistnić. To daje przyjemność i satysfakcję.
Warto jednak mimo wszystko spacerować po Nowej Soli, żeby o tym się przekonać.



