Wybory 2010
O mnie
Centrum Komputerowe Vadim
Moja firma, moja duma- uzupełnienie.
Moja firma CK Vadim, moja duma.
17 lat mojego dorosłego życia związanych było z założoną przeze mnie w 1986 r. firmą Centrum Komputerowe VADIM. 17 lat!!! Kiedy po wygraniu wyborów na prezydenta miasta Nowa Sól w 2002 r. musiałem zakończyć działalność gospodarczą, firma Vadim była najstarszą firmą informatyczną w Polsce!!! Przeżyłem wielkich i jeszcze większych. Od założenia firmy Vadim w 1986 roku przez te 17 lat upadali o wiele potężniejsi ode mnie. Moja firma CK Vadim nigdy nie upadła i nie zbankrutowała. Zdobywałem tytuły i nagrody jakie z poziomu niewielkiego miasta na zachodzie Polski mało komu się nawet śniły.
Po 17 latach prowadzenia z sukcesami firmy, w 2002 roku przestawiłem nieco tory mojego życia zawodowego. Widocznie tak było mi pisane. Odszedłem z branży z podniesioną głową. Rozliczyłem się ze wszystkimi swoimi kontrahentami, spłaciłem wszystkie zobowiązania co do złotówki, choć w dużej mierze należności firmy sięgające setek tysięcy złotych z racji jej zamknięcia nie udało się mi ściągnąć. Przez 17 lat nigdy nie zalegałem z podatkami wobec Urzędu Skarbowego czy wobec ZUSu. Zaciągane przez te 17 lat kredyty na działalność spłaciłem co do 1 grosza. Obroty mojej firmy sięgały kwot 20 mln zł rocznie.
Firma VADIM CK dla tysięcy Lubuszan na długo pozostanie w pamięci jako solidny partner i jeden z prekursorów informatyzacji Polski, a w szczególności ówczesnego województwa zielonogórskiego.
Ponoć od momentu objęcia funkcji prezydenta miasta stałem się politykiem. Ponoć w polityce wszystkie chwyty są dozwolone. Szukanie haków, oczernianie przeciwników to podobno chleb codzienny życia politycznego. Od blisko 8 lat jestem prezydentem miasta. W listopadzie tego roku przez mieszkańców miasta zostałem obdarzony blisko 87% zaufania i wybrany na kolejną kadencję. Zarówno w kampanii wyborczej jak i po jej zakończeniu znaleźli się ludzie, jak łatwo zgadnąć- moi przeciwnicy, którzy w swojej bezsilności uderzają we mnie wykorzystując firmę Vadim, w karykaturalny sposób przedstawiając jej historię.
Jaka była historia firmy Vadim?
Poniżej zamieszczam opis uzupełniający historię moją i firmy zawartą w życiorysie.
W 1986 roku, u schyłku okresu realnego socjalizmu w Polsce, komputer był raczej luksusową zabawką, a tylko dla niewielu narzędziem pracy. Królowały takie „maszyny” jak ZX Spectrum, Atari, Commodore, Amstrad. Nie było wtedy żadnego pojęcia praw autorskich. Nawet instytucje państwowe korzystały z „przegrywanego” zachodniego oprogramowania. Polskiego nie było niemal w ogóle. W tych latach koszt jednej gry na kasecie zakupionej na zachodzie Europy był porównywalny ze średnią miesięczną płacą nauczyciela w Polsce. Nikomu przez myśl nie przeszło wtedy w naszym kraju, że kopiowanie oprogramowania mogłoby być czymś złym i nagannym, a o łamaniu prawa nie było nawet wtedy mowy. Ci którzy mieli cokolwiek wspólnego z informatyką w tamtych czasach i pamiętają tamte realia, a wytykają kopiowanie programów, powinni też przypomnieć sobie znane nam wszystkich słowa „Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem”. Pod warunkiem, że kopiowanie czy przerabianie programów można roztrząsać z perspektywy tamtych czasów w kategoriach jakiejkolwiek winy. Kopiowali i wykorzystywali kopiowane programy wszyscy, którzy mieli styczność z ówczesną informatyką. Polska była jeszcze wtedy za żelazną kurtyną i na zachodzie nikt nie podnosił w żadnym stopniu problemu praw autorskich. Kopiowanie programów było traktowane w tamtych czasach jako całkowicie legalna usługa. Nie było wtedy nawet mowy o jakimkolwiek łamaniu prawa, bo nawet prokuratury, sądy czy policja, jeśli miały komputery, to używały najczęściej „kopiowanego” oprogramowania, a szczególnie wszechobecnego wówczas systemu operacyjnego DOS.
Kiedy Polska zbliżała się małymi krokami pod koniec lat 80-tych do normalności, jako jeden z pierwszych w Polsce, podpisując stosowną deklarację, przystąpiłem do ruchu domagającego się ochrony praw autorskich. Tym bardziej, że stworzony przeze mnie dział oprogramowania firmy Vadim był na ówczesne czasy jednym z bardziej liczących się Polsce. Stworzyliśmy „Wokulskiego”, pierwszy w Polsce program dla Windows dla obsługi małych i średnich firm. Sprzedaliśmy około tysiąca licencji na nasz program „Wokulski for Windows”, a kolejne tysiące jego egzemplarzy były używane w kraju jako pirackie kopie naszego programu. Wielkim sukcesem moim i mojej firmy, oprócz wielu nagród i bardzo dobrych recenzji w prasie fachowej, było podpisanie umowy z amerykańskim koncernem Dell na sprzedaż komputerów tej firmy dedykowanych dla biznesu z naszym Wokulskim z zielonogórsko-nowosolskiej firmy Vadim.
Firma Centrum Komputerowe Vadim była jedną z pierwszych firm w Zielonej Górze sprzedających firmowe, oryginalne i licencjonowane oprogramowanie. Mieliśmy autoryzacje takich potentatów choćby jak m.in. Microsoft czy Corel.
Jestem dumny z tego, że dzięki mojej prekursorskiej działalności zaszczepiłem pierwsze ziarna informatyzacji w Zielonej Górze i województwie najpierw zielonogórskim, a później lubuskim. Dostarczyłem na „pustynię” informatyczną dziesiątki tysięcy komputerów, sprzętu i oprogramowania. Myślę, że nieskromnie mogę się pochwalić tym, że Zielona Góra w jakiejś mierze i dzięki mojej działalności sprzed lat jest dziś liczącym się ośrodkiem informatycznym w kraju. Na „moich” komputerach wychowały się wręcz pokolenia i tysiące użytkowników, często obecnie liczących się w Polsce i na świecie informatyków. Przez moją firmę przewinęli się późniejsi założyciele, współwłaściciele czy pracownicy takich firm jak ADB czy Rector. Zdobywając pierwsze szlify w firmie Vadim wyszli z niej późniejsi liderzy takich firm jak SUN czy Microsoft Polska.
Do dziś utrzymuję bliski kontakt z wieloma moimi byłymi pracownikami. Szczególnie w Zielonej Górze, spotykam się z wyrazami sympatii i sentymentalnymi wspomnieniami z tamtych ciekawych czasów.
A teraz odpowiem na pytanie: jaki był koniec firmy Vadim?
Na początku oświadczam: firma Centrum Komputerowe Vadim nigdy nie zbankrutowała, nigdy nie upadła, spłaciła wszystkie swoje zobowiązania i mimo zakończenia swojej działalności, przez kolejne 3 lata prowadziła serwis pogwarancyjny na sprzęt zakupiony wcześniej w firmie.
W całej swojej 17-sto letniej historii działalności gospodarczej nigdy nie zalegałam ani jednej złotówki do Urzędu skarbowego czy do ZUS-su. Byłem i do dziś jestem wiarygodnym klientem banków. Nigdy żaden bank nie prowadził wobec mnie żadnej egzekucji, a wszystkie zobowiązania spłacałem terminowo i bez jakichkolwiek zakłóceń. Żaden mój kontrahent nie poniósł strat w związku z zakończeniem przeze mnie działalności. Nigdy wobec mojej firmy nie było prowadzone żadne postępowanie komornicze. Zakończyłem działalność w sposób nie budzący żadnych wątpliwości i zastrzeżeń wobec mojej osoby ze strony moich pracowników, kontrahentów, banków czy instytucji kontrolnych.
Firma CK Vadim to moja duma. Dzięki firmie Vadim sięgnąłem szczytów, spotkałem bardzo ciekawych i ważnych ludzi, przeżyłem wiele wrażeń, osiągnąłem wiele sukcesów, zdobyłem wielu przyjaciół. Dzięki pracy w mojej firmie zwiedziłem kawał świata. Odwiedziłem m.in. Filipiny, Malezję, Indonezję, Singapur, Tajwan czy Tajlandię. Byłem w miejscach, o których niegdyś mogłem tylko marzyć. Mogłem uczestniczyć w spotkaniach z ludźmi, których większość wcześniej w tamtych czasach mogłem oglądać tylko w telewizji, takich jak choćby np. premier Hanna Suchocka czy kanclerz Niemiec Helmut Kohl.
Gdyby nie wygrane wybory samorządowe w 2002 r. i konieczność wyboru pomiędzy prezydenturą, a dalszym prowadzeniem firmy, to Centrum Komputerowe Vadim działałoby do dziś. Nie miałem żadnych innych powodów do likwidacji firmy, poza koniecznością zaprzestania działalności gospodarczej z racji pełnienia funkcji prezydenta. Prawo tego zabrania. Wprawdzie obroty CK Vadim w latach 2001-2002 były już mniejsze niż w latach największej prosperity, ale sytuacja finansowa firmy była w miarę stabilna, a pozycja na rynku zielonogórskim ugruntowana. Od końca 2002 r. część działalności firmy CK Vadim przejęła założona przed laty przeze mnie i Roberta Rogacewicza (późniejszy twórca portalu GRONO) spółka Vadim-Nemo Centrum Internetowe, której byłem współzałożycielem i której to głównym udziałowcem do dziś jest moja żona Agnieszka Tyszkiewicz. Spółka swoją główną działalność opierała na usługach internetowych, takich jak hostingi, tworzenie stron internetowych czy prowadzenie kawiarenki internetowej w centrum Zielonej Góry, tuż pod moim sklepem. Spółka Vadim-Nemo wydzierżawiła po mnie sklep na ul. Kupieckiej 28 i dalej kontynuowała działalność byłej mojej firmy CK Vadim. Po niespełna roku doszliśmy jednak wspólnie z żoną do wniosku, że nie poradzi ona sobie z tak szeroką działalnością, jaką przez lata zajmowała się firma Vadim CK. Pomieszczenia sklepowe wydzierżawiliśmy innym firmom, w tym moim byłym pracownikom, którzy na bazie dorobku firmy Vadim i przez lata zdobytych wiernych klientów, z powodzeniem prowadzili firmę komputerową ADI Serwis przez wiele lat.
Spółka żony, Vadim-Nemo Centrum Internetowe, przez kolejne lata prowadziła działalność w oparciu o świadczenie usług internetowych. Firma działa z powodzeniem do dziś, ograniczając jednak już swoją działalność do usług wynajmu pomieszczeń i zarządzania nieruchomościami.
Do dziś utrzymuję kontakt z wieloma pracownikami, którzy przez lata byli związani z firmą Vadim. Jedni rozjechali się po świecie (np. Piotr i Andrzej Stukin- USA), inni pracują w renomowanych firmach takich jak Microsoft (Artur Smorga), ADB (Jerzy Radzimowski), Max Elektronik (Gosia Szandurska), Rector (Marzanna Sękowska)…, wielu prowadzi swoją działalność gospodarczą na bazie doświadczeń zdobytych w firmie Vadim (Adaś Cerbiński- Vadam, Adam „Elektryk”- ADI Serwis).
Przez 17 lat działalności firmy Vadim pracowało w niej blisko 150 osób. W szczytowym momencie firma Vadim zatrudniała około 50 osób. Razem osiągaliśmy sukcesy i tworzyliśmy przez lata NAJWIĘKSZĄ FIRMĘ INFORMATYCZNĄ W WOJEWÓDZTWIE LUBUSKIM. Czas jednak niesie ze sobą zmiany. Każdy z nas poszedł w swoją stronę, ale lata spędzone razem w firmie Vadim mam nadzieję, że dla nas wszystkich pozostaną w pamięci jako ciekawy okres w naszym życiu.
Jestem dumny z mojej firmy i z tego co w życiu osiągnąłem i tak już pozostanie, bez względu na to jak bardzo wrodzy mi ludzie będą chcieli zakłamać rzeczywistość.
Odnośnie spółki Monkom, to była to jedna z kilku spółek w której miałem udziały. Przez krótki okres pełniłem w niej funkcję prezesa. Pod koniec lat 90-tych bardzo dynamicznie w mojej firmie Centrum Komputerowe Vadim rozwijał się dział dystrybucji monitorów komputerowych. Wtedy to postanowiłem wyodrębnić ten dział i stworzyć odrębną spółkę, gdyż obroty sięgały w tej dziedzinie wtedy już rzędu 20 mln zł rocznie co i dzisiaj nawet jest kwotą dość imponującą. Sprzedawaliśmy blisko 20 tysięcy monitorów CRT rocznie. Naszymi odbiorcami były osoby indywidualne, jak i wązne instytucje takie jak banki, policja, WSP czy Politechnika Zielonogórska.
Jednak funkcjonowanie tej spółki było w dużej mierze zależne od właściwej polityki dystrybucyjnej głównego dostawcy monitorów, czyli firmy ADI z Taiwanu. Z portu w Hamburgu odbieraliśmy miesięcznie czasem po kilka kontenerów towaru.
Jako jedyny w Polsce dystrybutor tego producenta monitorów, firma Vadim uczyniła z nikomu nieznanej marki, jednego z bardziej liczących się graczy na rynku monitorów komputerowych w naszym kraju. Kosztowało to mnie masę pieniędzy, a moich pracowników ogrom pracy. Gigantyczne środki jak na tamte czasy i moje możliwości wydane na promocję przyniosły efekt w postaci 5 miejsca w kraju pod względem sprzedaży motorów i rozpoznawalności marki, za takimi potęgami jak Samsung, Philips, LG, Panasonic, a przed taką choćby potęgą jak SONY. Uczestniczyliśmy ze swoimi stoiskami wystawienniczymi na niemal wszystkich liczących się targach w Polsce (Infosystem w Poznaniu, Komputer Expo w Warszawie, Softarg w Katowicach), w Europie (Cebit w Hanowerze) i na świecie (Computex w Taipai). Dzięki naszej aktywności wygrywaliśmy testy w najbardziej renomowanych czasopismach komputerowych, zdobywając nagrodę za nagrodą. Na Międzynarodowych Targach Poznańskich zdobyliśmy złoty medal.
Tak rozkręconą działalność wraz z aktywami i pasywami, za zgodą i akceptacją ADI, przeniosłem do założonej przeze mnie w 1997 roku spółki z o.o. Vadim-Soft, mającej na celu kontynuować i rozwijać dystrybucję monitorów ADI. Po około 2 latach okazało się jednak, że miałem przeczucie wyprowadzając dystrybucję monitorów z mojej firmy do niezależnej spółki. Moje sukcesy co poniektórych mocno bolały. Dystrybutorzy z kraju zaczęli podkupywać mi pracowników. Utrzymywany przez spółkę oddział warszawski zaczął kombinować coś na swoją rękę. Na początku roku 2000 firma ADI podjęła najgorszą z możliwych decyzji o rozszerzeniu liczby dystrybutorów tej marki na rynku polskim z jednego do trzech. Wtedy to przewidziałem rychły koniec ADI w Polsce. Mimo moich argumentów firma ADI jednak nie zmieniła zdania. Odpowiedzialność za promocje i serwis rozmyła się pomiędzy trzech dystrybutorów. Ja nie zamierzałem tylko z własnej działalności i z własnych pieniędzy finansować rozwój w Polsce ADI. Pozostałych dwóch dystrybutorów ograniczyło się tylko i jedynie do prostej sprzedaży i przesuwania pudełek na magazynie. Tak więc i spółka Vadim również wycofała się z tych wszystkich dotychczasowych działań, które przyniosły dotychczasowy sukces ADI.
Mój scenariusz i przewidywania się sprawdziły. Bez zaangażowania żadnego z trzech dystrybutorów w promocję marki ADI sprzedaż monitorów zaczęła gwałtownie spadać przy niezmienionych kosztach. Rentowność z miesiąca na miesiąc malała. Podjąłem próbę ostatniej szansy rozmów z ADI, tłumacząc im że idąc tak dalej, firma ADI zniknie z rynku. Przedstawiciele firmy ADI nie zmienili jednak strategii. Zaczął się ziszczać mój scenariusz. Na targach Komputer Expo w Warszawie wiosną 2000 roku dowiedziałem się, że Tajwańczycy z ADI za moimi plecami prowadzą poufne rozmowy z dyrektorem oddziału warszawskiego spółki Vadim na temat przejęcia firmy. Wtedy wiedziałem, że moja przygoda z ADI się kończy. Zrezygnowałem z funkcji prezesa w spółce Vadim. Od tego czasu sytuacja w spółce z miesiąca na miesiąc stawała się coraz gorsza. Firma tak jak jeszcze nie dawno zwiększała obroty i przynosiła duże zyski, zaczęła przynosić coraz większe straty. Sytuacja stawała się coraz trudniejsza również dla mnie, gdyż to ja swoim majątkiem poręczyłem kredyty w banku na działalność operacyjną spółki. Żeby wyjść z honorem z tej działalności w 2002 roku przejąłem kredyty spółki Vadim w banku na siebie i inną moją spółkę poręczając ich spłatę własnym osobistym majątkiem. Zmieniłem też nazwę spółki na Monkom (monitory komputerowe), żeby spółka na której los nie miałem już wpływu, nie kompromitowała wypracowanej tak wielkim trudem przez lata marki Vadim. Miałem rację. Przy pełnej świadomości i wiedzy firmy ADI spółka Monkom ponosiła coraz większe straty utrzymując serwisy pogwarancyjne z minionych lat przy wciąż spadającej sprzedaży. Pomiędzy spółką Monkom, a ADI pojawiły się roszczeni wzajemne.
Na dodatek handlowcy spółki dokonali kilku ryzykownych transakcji sprzedaży, które położyły spółkę. Sprzedano towar na kilkaset tysięcy złotych firmom kompletnie niewiarygodnym, egzekucja należności z których nie przyniosła żadnych rezultatów mimo wyroków egzekucyjnych wydanych przez sądy , nakazów zapłaty i postępowań komorniczych. Tylko jedna firma z Gdańska „przekręciła” spółkę na ponad 110 tysięcy złotych.
W tym czasie zaczęła się również cała seria napadów na transporty monitorów przez grupę przestępczą z Nowej Soli. Napadano na samochody spółki jak i na samochody mojej firmy CK Vadim. Napadów dokonywano na transporty po minięciu przez nie przejścia granicznego w Gubinku jak i na przejściu granicznym na granicy z Czechami.
Próbowano przejąć transporty sprzętu komputerowego metodą „na policjanta”, przebijając opony rzuconą na drogę deskę z kolcami. Raz nawet strzelano z broni do kierowcy.
Sytuacja zaczęła się robić groźna. Policja nie mogła wykryć sprawców napadów. Najlepsi i najbardziej zaufani kierowcy zwolnili się z firmy w trosce o swoje życie. Zrozumiałem to.
Okazało się po czasie, że napadów dokonywała grupa przestępcza z Nowej Soli pod przywództwem Szymczaka i jego kompana o pseudonimie Czarny. Odsiadują oni już od lat wieloletnie wyroki więzienia, a ja występuję do dziś w toczącym się procesie w roli pokrzywdzonego.
Te wszystkie okoliczności skłoniły mnie do tego, żeby skończyć już przygodę z ADI i zerwać wszelkie związki z firmą Monkom. Pod koniec 2001 roku sprzedałem swoje udziały w spółce z zachowaniem wszelkich procedur prawem wymaganych. Dodam, że moja odpowiedzialność za zobowiązania spółki, jako jej udziałowca (nie byłem członkiem zarządu spółki) sięgała tylko do wartości udziałów, czyli do 4 tysięcy złotych. Już po sprzedaży udziałów dowiedziałem się, że spółka MONKOM miała zaległości za kilka ostatnich miesięcy wobec ZUS, których nie zdążyła uregulować przed samą transakcją sprzedaży (około kilkunastu tysięcy złotych). Z tajwańską firmą ADI spółka Monkom miała roszczenia wzajemne na podobnym poziomie. Według mojej wiedzy spółka Monkom nie miała żadnych zaległości w Urzędzie Skarbowym i wobec jakichkolwiek polskich podmiotów gospodarczych.
Sprzedaży udziałów dokonałem w Biurze Notarialnym przed notariuszem w obecności mojej Radczyni Prawnej. Kupujący najpierw dokonał audytu spółki poczym w obecności świadków zapłacił za nią i notarialnie zobowiązał się dopełnić wszelkich formalności związanych z tą transakcją. Wszelkie dokumenty zostały przekazane komisyjnie w obecności Radcy Prawnego oraz doradcy finansowego z biura księgowego prowadzącego finanse spółki. Ja dopełniłem wszelkich niezbędnych formalności.
Po wszelkiego rodzaju insynuacjach pojawiających się na różnych forach internetowych, a zamieszczanych przez anonimowe osoby, przed wyborami w 2010 roku zwróciłem się do Kancelarii Prawnej o opinię dotyczącą prawidłowości i zgodności z prawem przeprowadzonej transakcji sprzedaży udziałów. Dostarczyłem dziesiątki niezbędnych dokumentów, jakimi tylko dysponowałem (30 załączników).
Poniżej zamieszczam pierwszą i ostatnią stronę tej opinii prawnej.
Przytoczę jeszcze raz ostatnie zdania z wniosków Kancelarii Prawnej:
Cytat: „Każdy etap transakcji jest prawidłowo udokumentowany i nie budzi najmniejszych wątpliwości. Sprzedaż, jaką opiniujemy może być uznana nie tylko za zgodną z przepisami prawa, ale i wzorcową dla innych przedsiębiorców mających zamiar dokonać takiej transakcji”.
I jeszcze raz na koniec:
Jestem dumny z mojej firmy CK Vadim i z jej osiągnięć. 17 lat na trudnym rynku informatycznym to oczywiście wzloty i upadki, sukcesy i porażki, to wielu przyjaciół i jakaś grupka przeciwników. Jak w życiu. Można było oczywiście osiągnąć więcej, wznieść się wyżej. Jednak wypracowana przeze mnie i moich współpracowników pozycja przez lata największej firmy informatycznej województwa lubuskiego, daje mi poczucie sukcesu i satysfakcji. I nie zmieni tego nawet polityka.



