Wybory 2010
Artykuły prasowe
Zwroty opłat za przedszkola byłyby niemoralne
Zwroty opłat za przedszkola byłyby niemoralne.
- Nie godzę się na to, aby jedna grupa mieszkańców miasta żyła kosztem pozostałych 40 tysięcy - mówi prezydent Wadim Tyszkiewicz, komentując sprawę nowosolskich przedszkoli.
Monika Owczarek, Krzysztof Kołodziejczyk: I co teraz panie prezydencie?
Wadim Tyszkiewicz: - Sytuacja na dzień dzisiejszy jest trudna. Dla mnie jako prezydenta, dla radnych i dla mieszkańców miasta. Szczerze trzeba przyznać, że przegraliśmy bitwę z populistami, ale nie przegraliśmy jeszcze wojny. Z czego wynika przegrana? Na pewno nie z nieudolności urzędników, czy braku zaangażowania w sprawę, tylko przede wszystkim z tego, że żyjemy w kraju niespójnego i niejasnego prawa, które jak widać można sobie w dowolny sposób interpretować. Sąd X w jednej miejscowości wydaje wyrok. Sąd Y w innej miejscowości w identycznej sprawie już nie podziela zdania Sądu X i wydaje sprzeczny wyrok, a w kolejnym Sądzie Z sędzia nie podziela zdania Sądów X i Y i wydaje jeszcze inny wyrok w tej samej sprawie. Paranoja. Gorzowski Sąd wcześniej wydaje wyrok do poprzedniej uchwały i w uzasadnieniu pisze co trzeba zrobić, żeby ją poprawić. My robimy tak jak nakazał sąd, a następnym razem przychodzi nowy sędzia i „wywala” naszą nową uchwałę wskazując następną litanię rzeczy, które trzeba jego zdaniem zmienić. Tak my możemy się i 100 lat szarpać. Co sędzia i co wyrok, to będzie inna interpretacja niby tego samego prawa.
Mam wrażenie, że ludzie pogubili się o co chodzi w tym całym zamieszaniu.
Do tej pory od kilkunastu lat w całym kraju (w Nowej Soli od 15 lat) - bo nie jest to tylko problem naszego miasta - obowiązywała stała opłata za przedszkola, której wysokość ustalały Rady Gmin. Przez lata było to zatwierdzane przez nadzory kolejnych wojewodów i cała armia prawników uznawała, że te uchwały były zgodne z prawem!!! W 2006 roku Sąd we Wrocławiu podważył pobieranie opłaty stałej, powoływał się przy tym na konstytucję, która gwarantuje bezpłatny dostęp do oświaty (ponoć też mamy bezpłatny dostęp do służby zdrowia, ponoć!).
Prawo mówi, że gmina powinna zapewnić co najmniej pięciogodzinne darmowe przedszkola w ramach tzw. podstawy programowej. Ale zgodnie z wykładnią Ministerstwa Oświaty, twórcy feralnej ustawy, za kolejne godziny przebywania dziecka w przedszkolu można już pobierać opłaty. Opieka nad dzieckiem poza podstawą programową jest formą usługi, tak jak wynajęcie niańki. Nawet Sąd nie kwestionuje pobierania opłat za przedszkola w wymiarze wykraczającym poza podstawę programową. Cały problem polega na tym, żeby ustalić co nią jest, a co nią nie jest. Niestety zapis ustawy jest tak skonstruowany, że w tej podstawie programowej zawiera się niemal wszystko i dlatego trudno jest ustalić to co dziecko ma robić poza tą 5-cio godzinną podstawą. Jeśli po realizacji 5-cio godzinnej tzw. podstawy programowej wychowawcy dla dzieci zorganizują zabawy czy naukę piosenek to i tak mogą się znaleźć tacy, którzy uznają , że zabawa i śpiew mieszczą się w podstawie programowej i muszą być za darmo. Cokolwiek by się nie zrobiło to zawsze będzie problem, bo będzie to utożsamiane z tym co jest w kryteriach podstawy programowej. Tak więc opiekując się dziećmi powyżej pięciu godzin, żeby pobierać opłaty, należałoby dzieci maluszki w bezruchu na krzesełkach i tylko je pilnować. Każda inna czynność może być zaskarżona do sądu przez nadgorliwych „obrońców” interesu dzieci. Kurator Oświaty zabronił np. realizacji dodatkowych zajęć (język obcy, rytmika) przez firmy zewnętrzne w czasie realizacji podstawy programowej. Skoro jest ona realizowana przez cały dzień, to nie ma mowy o zajęciach dodatkowych tak jak było dotąd. Kwadratura koła.
Jeśli filozof zacznie analizę zapisu jednego zdania, to wyjść z tego może opasła rozprawa filozoficzna. A jeśli to zrobią wspólnie prawnik z filozofem? Przecież chodzi o to, co autor ustawy miał na myśli, a nie o to jak na różne sposoby zinterpretować te zapisy.
Będziecie oddawać pieniądze? Roman Wilant, nowosolanin, który oprotestował uchwałę o przedszkolach twierdzi w mediach, że po środowym wyroku WSA można ubiegać się o zwrot pieniędzy. Czy jeśli jakiś rodzic zgłosi się do miasta to oddacie mu pieniądze?
Nie. Chyba, że zmusi nas do tego wyrok sądu najwyższej instancji. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że dzieci były pod profesjonalną opieką w czasie wykraczającym poza podstawę programową do zapewnienia jakiej jest zobligowane miasto. Usługa opiekuńcza była wykonana, a rodzice za tę usługę zapłacili tylko małą część. Batalia, która toczy się w sądach, to jest odrębny temat. To polityka uprawiana kosztem dzieci. Jeśli teraz nowosolanie będą żądać zwrotu zapłaty za towar, który że tak powiem skonsumowali, to dla mnie będzie to niemoralne i nieuczciwe. Miasto działało w najlepszej wierze zapewniając dzieciom ponad 5-cio godzinną opiekę. Byliśmy przekonani, że to jest zgodne z prawem, bo wszystkie uchwały były zatwierdzane przez wojewodę i jego zespół profesjonalnych prawników. Najwyższa Izba Kontroli badająca uchwałę z 2004 r. nie stwierdziła żadnych nieprawidłowości. Przecież tu chodzi o grę słów i o nadinterpretację prawa. Co to ma wspólnego ze sprawiedliwością? Zresztą to nie jest tak, że w Nowej Soli jesteśmy jacyś dziwni, czy nierozgarnięci, że wprowadzaliśmy coś, co nie było zgodne z prawem. Takie rozwiązania obowiązywały w całym kraju i w większości miast w Polsce do dziś obowiązują. Przedszkola publiczne są płatne w Zielonej Górze, Krakowie czy Warszawie bo nawet tak wielkie miasta nie mają tak zajadłych orędowników socjalizmu jak w Nowej Soli.
Skoro nie będziecie zwracać pieniędzy, ludzie pewnie będą występować do sądu. Boicie się fali pozwów?
Spodziewamy się, że mała grupa mieszkańców – według mnie nieodpowiedzialna i nieuczciwa lub wprowadzona w błąd - będzie próbowała coś wyrwać innym mieszkańcom miasta, bo się nadarzyła taka okazja. Jak w programie „Mamy Cię”. Nie mam jednak wątpliwości, że ci rozsądni i uczciwi mieszkańcy miasta, którzy mieli dzieci w przedszkolach, otrzymywali usługę i częściowo za tę usługę zapłacili, nie będą żądać zwrotu pieniędzy. Natomiast jeśli niektórzy wykorzystując niejasną sytuację w kraju będą chcieli czerpać z tego jakieś profity, to jeszcze raz powtarzam, że to będzie niemoralne. Ale w naszym kraju czy w mieście wszystko jest możliwe, dlatego możemy spotkać się w sądzie.
A gdyby wystąpili wszyscy, którzy by mogli? Podobno mogłoby to kosztować budżet miasta nawet 6 mln zł.
Nie szacowaliśmy tego, ale kwota, którą w mediach podaje pan X, ponoć występujący w interesie dzieci- nie będę wymieniał nazwiska, gdyż człowiek ten notorycznie obrzuca mnie wyzwiskami i obelgami– jest nieprawdziwa i wzięta z przysłowiowego kapelusza. Na jakiej podstawie ten pan sobie to wyliczył? Żeby iść do sądu trzeba mieć zachowane tzw. kwitariusze, czyli dowody wpłaty i na ich podstawie wyliczyć roszczenie. Po pierwsze nie będzie można dochodzić zwrotu pieniędzy od roku 2004, tak jak ten pan zapowiada, bo zgodnie z prawem takie roszczenia przedawniają się po trzech latach. Mamy taką interpretację wojewody i prezesa Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Na pewno nie mówimy więc o dziewięciu, czy sześciu tysiącach za dziecko, które mogliby dochodzić rodzice, a ewentualnie o dużo niższych kwotach. Druga sprawa - nie zamierzamy płacić, więc żądający pieniędzy od miasta będą musieli skierować pozew do sądu cywilnego. Jeżeli nawet sąd nowosolski wyda niekorzystny dla miasta wyrok, to odwołamy się do Sądu Okręgowego, potem do Sądu Najwyższego i jak trzeba będzie pójdziemy aż do Trybunału Konstytucyjnego i trybunału w Strasburgu. Nie może być tak, że ktoś skonsumował usługę i żąda za nią zwrotu zapłaty. To tak jakby ktoś trzy lata temu wszedł do restauracji, zjadł obiad i napił się wódki, a teraz jakby się okazało, że sprzedawca nie miał podstemplowanej koncesji na alkohol, ten ktoś żądałby po trzech latach, żeby oddać mu pieniądze za ten zjedzony obiad i wypitą wódkę. To absurd, ale żyjemy w kraju, w którym niezbadane są wyroki sądów i różnie się to może skończyć.
Ta sytuacja tak czy siak odbije się na budżecie...
Przede wszystkim na mieszkańcach Nowej Soli, którzy w ostatnich 3 latach nie mieli dzieci w przedszkolu. W przyrodzie nic nie ginie i nie pojawia się znikąd, tak i my nagle nie załatamy dziury w budżecie pieniędzmi, które mamy zakopane w słoiku gdzieś pod urzędem miejskim. Mówimy o kwocie 2 miliony rocznie, którą trzeba by było gdzieś znaleźć. Łatwo policzyć: 4 lata= 8 milionów.
Już dziś mamy problem, bo w tym miesiącu nie możemy pobrać opłat od rodziców. W grudniu przedszkola będą za darmo. Przepraszam, nie za darmo, wszyscy mieszkańcy za to zapłacą. Przez to z budżetu ubędzie nam ok. 150 tys. zł. Skoro zabraknie w przedszkolach pieniędzy z wpłat rodziców, to musimy gdzieś ich szukać. Jak ktoś ma domowy budżet, to jest w nim zaplanowana część na jedzenie, na gaz, na remont łazienki, na wakacje itd. Załóżmy, że nagle coś się złego wydarzyło, np. ktoś nam ukradł telewizor i trzeba kupić nowy. Co się wtedy robi? Siada do budżetu i szuka z czego można zrezygnować. Może z wakacji, bo za gaz i prąd i tak trzeba będzie zapłacić? Nie można jednocześnie mieć ciastko i zjeść ciastko. Trzeba się na coś zdecydować.
W Nowej Soli możemy np. zrezygnować z inwestycji unijnych. Żeby dostać z Unii 5 mln zł dopłaty do drogi do szpitala, trzeba mieć swoje nowosolskie 6 mln zł. Można zrezygnować z tej inwestycji za 11 mln zł i przez 3 lata mieć przedszkola za darmo.
Z czego miasto będzie musiało zrezygnować?
Wszystko zależy od skali, której na dzień dzisiejszy nie znamy. Czy problem uda się rozwiązać po miesiącu, czy to będzie trwało dłużej i kosztowało więcej.
Nowa Sól się rozwija i dlatego chcemy żeby miała budżet pro rozwojowy. Darmowe przedszkola - gdyby miało tak zostać - to jest w najczystszym wydaniu konsumpcja, a jeśli będziemy konsumować zamiast inwestować, doprowadzimy do tego, że zamiast się rozwijać zaczniemy się cofać i zjadać własny ogon.
Będziemy musieli więc usiąść do wieloletniego planu inwestycyjnego i po prostu wykreślać kolejne zaplanowane inwestycje i wydatki. Co możemy skreślić? Np. na początek możemy zrezygnować z corocznej organizacji dni Nowej Soli lub ograniczyć święto miasta do jednego dnia bez gwiazd, tak jak było kiedyś. Zaoszczędzimy więc ok. 100 tys. zł. Czyli mniej niż będziemy musieli dołożyć tylko w jednym miesiącu do „darmowych” przedszkoli. Co dalej? Jeśli kwota będzie wyższa, to w przyszłym roku np. zrezygnujemy z zaplanowanej budowy boiska z kortami tenisowymi przy szkole podstawowej nr 3, do którego mamy otrzymać dofinansowanie blisko 700 tys. zł w ramach programu Orlik. Łączny koszt to 1,4 mln zł. Jeśli trzeba będzie w kolejnych latach utrzymywać „darmowe” przedszkola, to w 2011 r. zrezygnujemy z zaplanowanej budowy boiska wielofunkcyjnego przy szkole i gimnazjum nr 1, a w 2012 zrezygnujemy z boiska przy SP 5. Co później? Możemy wyprzedawać majątek miasta. Możemy sprzedać działkę pod basen i nie wybudować krytego basenu, ale przez 5 czy 7 lat będziemy mieli przedszkola „za darmo”. Możemy też podnieść podatki w mieście np. o 50 proc. Mieszkańcy będą płakać i płacić, a inwestorzy z Nowej Soli uciekną, ale przedszkola będziemy mieli „za darmo”. Sukces? Nie, to socjalizm w najczystszym wydaniu. Kolejny ruch? Można zrobić przedszkola tylko i wyłącznie 5-cio godzinne. Będzie to w 100% zgodne z prawem, tak jak chce tego grupa walcząca o darmowe przedszkola. To nie jest kwestia straszenia, tylko kwestia wyboru. To mieszkańcy sami, ale wszyscy, muszą o tym zdecydować.
Myślicie o tym?
Jest taka możliwość, ale nie dopuszczam takiej myśli. Gdybyśmy tak zrobili skrzywdzilibyśmy pewną grupę dzieci i ich rodziców. Proszę zauważyć jedną rzecz, dzisiaj najgłośniej krzyczący pan X ma dziecko w przedszkolu, ale w przyszłym roku jego dziecko będzie już w szkole. Wprowadzając od przyszłego roku przedszkola pięciogodzinne kogo skrzywdzimy? Pana X? Nie!!! Skrzywdzimy pracujących rodziców dzieci, którzy przyprowadzą dzieci w przyszłym roku i chcą płacić za opiekę w ponad 5-cio godzinnych przedszkolach. Ale to już nie będzie zmartwienie pana X.
Czy na pięciogodzinnych przedszkolach zaoszczędzimy finansowo?
Oczywiście. Koszty pracownicze, karta nauczyciela, oszczędności na energii, na kuchni itd. Przy 5-cio godzinnych przedszkolach ich koszty zamkniemy góra czterema milionami, a nie ponad siedmioma jak jest dziś. Możemy też zlikwidować np. trzy przedszkola i resztę pozostawić jako darmowe. Będzie gorsza dostępność, ale miasto zaoszczędzi i zwolennicy darmowych przedszkoli będą szczęśliwi. No oczywiście tylko ci, którym uda się zdobyć miejsce w przedszkolu. Na dziś Nowa Sól ma jedną z najbardziej rozbudowanych sieci przedszkoli w całym województwie lubuskim. Dlatego utrzymanie ich kosztuje nas drożej niż w innych, nawet dużo bogatszych miastach.
Bardzo często w dyskusji o przedszkolach szafuje się takim argumentem, że są one i tak utrzymywane za „nasze podatki”. Rodzic, który zarabia najniższą krajową pensję, płaci miesięcznie z PIT-u ok. 10 zł podatku do miasta!!! Kiedy ten sam rodzic prowadzi dziecko do przedszkola otrzymuje usługę wartą ok. 700 zł. Czyli mieszkańcy miasta dopłacają do jednego dziecka w przedszkolu ok. 690 zł miesięcznie, czyli blisko 8.000 zł rocznie!!! A jeśli ten rodzic ma troje dzieci? A jeśli ma ośmioro, to ile mieszkańcy miasta ze wspólnej kasy dopłacili do wychowania tych dzieci?
Dla porównania: rocznie do przedszkoli dopłacamy z naszej wspólnej miejskiej skromnej kasy ponad 7 mln zł (łączny koszt ok. 9 mln), kiedy do wszystkich klubów sportowych- około 0,6 mln zł, na organizacje społeczne 0,25 mln zł, a na stowarzyszenia kulturalne 0,08 mln zł.
Inny przykład - z podatków CIT (płacą go przedsiębiorstwa – red.) i PIT wpłynie w tym roku do miasta ok. 16 mln zł. Na przedszkola wydajemy rocznie ponad 7 milionów, na dopłaty do szkół ponad 3 mln zł, a na opiekę społeczną, w tym dodatki mieszkaniowe- ok. 6 mln zł. Razem około 16 milionów, czyli te podatki wystarczają tylko na to. A gdzie pieniądze na utrzymanie miasta, biblioteki, dom kultury, muzeum, organizacje sportowe i społeczne? Jeśli zaczniemy konsumować jeszcze podatek od nieruchomości, to już w ogóle będzie katastrofa. Nie wybudujemy nowych dróg i chodników, nie załatamy dziur w drogach i będziemy oszczędzać na oświetleniu wyłączając co drugą lampę, o oświetleniu świątecznym nie wspomnę. Ale przedszkola będą „darmowe”. Na taki luksus nie stać nawet mieszkańców bardzo bogatej Warszawy.
Czy wymachujący dzisiaj socjalistyczną szabelką zwolennicy darmowych ponad 5-cio godzinnych przeszkoli w Nowej Soli mają świadomość tego, że jesteśmy biednym miastem dopiero wygrzebującym się z zapaści, którego nie stać na rozdawnictwo? Na 83 gminy województwa lubuskiego, Nowa Sól jest jedną z gmin o najniższych dochodach, zajmując 74 miejsce (9-te miejsce od końca)! Długa droga przed nami, żeby dogonić najbogatsze gminy w poziomie dochodów. Konsumując biedę będziemy wpadać w jeszcze większy dołek.
Miasto próbuje też innego sposobu. W ekspresowym trybie, bo w niecałe dwa dni po stwierdzeniu nieważności uchwały przedszkolnej przyjęliście nową. Co to za uchwała i czym się różni od poprzedniej?
Żeby nie tracić czasu i żeby na razie jakakolwiek uchwała obowiązywała wprowadziliśmy zapisy takie jak w Zielonej Górze. Co będzie dalej? Nie wiem. W opinii fachowców rozwiązania naszej poprzedniej uchwały były uznawane za najlepsze, a i tak został uchylona.
Nie obawia się pan, że to nic nie da?
Mam nadzieję, że skoro niemal identyczna uchwała działa w Zielonej Górze, to sąd nie odważy się ją uchylić, bo to mogłoby doprowadzić do ruiny budżet stolicy województwa.
Tamtej po prostu jeszcze nikt nie zaskarżył. Liczy się pan z tym, że ta nowa uchwała będzie uchylona?
Powtórzę: nie zbadane są wyroki Boskie i sądowe. Dzisiaj już liczę się ze wszystkim. Dlatego wprowadzając zielonogórską uchwałą nie wiemy jak to się skończy. Jak się nie uda, to spróbujemy z uchwałą warszawską albo krakowską. Nie poddamy się. Nie zgodzę się na to, żeby wąska grupa mieszkańców miasta żyła kosztem pozostałych 40 tysięcy. To jest niesprawiedliwe i nieuczciwe. Żeby było jasne, ja nie bronię swojego prywatnego interesu, tylko interesu 40 tysięcy mieszkańców Nowej Soli.
Wszyscy zgodnie twierdzą, że problem tkwi w bardzo nieszczęśliwie sformułowanym zapisie w ustawie, który mówi o tej tzw. podstawie programowej. Myślał pan, żeby porozmawiać na ten temat z parlamentarzystami?
Już podjąłem rozmowy z parlamentarzystami. Do tej pory wydawało nam się, że jeśli sąd w wyroku wskazuje nam co było źle w uchwale, a my to poprawiamy, to jesteśmy pewni, że jest po sprawie. Okazuje się, że wystarczy że inny sędzia będzie prowadził kolejną rozprawę i wszystko zaczynamy od początku. Chcę zwołać na wspólną naradę radców prawnych z innych miast województwa i będziemy się wspólnie zastanawiać nad tym problemem. Wcześniej, czy później może od dotknąć również inne miasta, które czekały na decyzję sądu w tej sprawie, a teraz też są w stanie niepewności. Oczywiście nie wszystkie, bo część gmin problem rozwiązała prywatyzując wszystkie przedszkola, na czym skorzystały i dzieci i gmina.
Myślicie o takim rozwiązaniu?
Nie wykluczam. Każde rozwiązanie jest możliwe, ale nie chcemy nic robić pochopnie. Najważniejszy jest interes dzieci. Dlatego zrobimy to rozważnie, zbadamy wszystkie za i przeciw i sprawdzimy gdzie są najlepsze wzorce.
Mówił pan wcześniej, że przedszkola są najcięższym doświadczeniem w całej dotychczasowej kadencji. Dlaczego?
Jest kilka powodów. Nigdy nie spotkałem się przy tej okazji z tak ogromnym poziomem agresji wobec mnie ze strony pewnej grupy mieszkańców miasta. W poszukiwanie kompromisu pomiędzy oczekiwaniami rodziców, a możliwościami miasta, włożyłem ogrom pracy. Przez dwa tygodnie, każdego dnia, dwie-trzy wieczorne godziny spędzałem po kolei we wszystkich przedszkolach. Rozmawiałem z rodzicami, nauczycielami i dyrektorami. Żadna osoba, która dziś występuje pod płaszczykiem ochrony interesów dzieci, nie uczestniczyła w ani jednym z dziewięciu spotkań, które przeprowadziłem w przedszkolach. Po pierwszej propozycji podwyżek wycofaliśmy się z nich zapowiadając szukanie kompromisu wraz z rodzicami. Czy zerowa opłata to kompromis? Czy to uczciwe? Ja grałem fair, druga strona już nie.
Druga rzecz to niezrozumienie istoty problemu przynajmniej przez część mieszkańców Nowej Soli. Wydawało mi się, że te argumenty, które ja przedstawiłem powinny do ludzi dotrzeć. Ostatnia sprawa to przegrana w sądzie. Jest to dla mnie o tyle bolesne, że ja przestaję wierzyć w sprawiedliwość polskich sądów. Nie dlatego, że się obraziłem, bo wyrok jest dla mnie niekorzystny, tylko dlatego, że żyjemy w kraju gdzie każdy sąd wydaje inny wyrok. Sędzia przychodzi na rozprawę i według własnego uznania „wywala” uchwałę robiąc miastu gigantyczną krzywdę. Nie prezydentowi miasta, tylko mieszkańcom. Mam wrażenie, że sądy (sędziowie) często wydają wyroki niekorzystne dla miasta zapominając o tym, że miasto to mieszkańcy. Przykład? Odszkodowanie 80 tys. zł za wypadek będący wynikiem zniszczenia komina przez młodzieńca.
Nie żałuje pan tej podwyżki sprzed roku, od której zaczęło się całe zamieszanie? Chyba uruchomiła lawinę, która jak sam pan mówi może zmieść budżet miejski?
Po pierwsze wprowadzenie podwyżki było spowodowane racjonalnymi przesłankami. Przychody z podatków spadają choćby przez światowy kryzys, a wydatki mają rosnąć? Założyłem, że 7 mln zł to i tak gigantyczna kwota, na wydatki powyżej której miasta nie stać.
Po drugie to nie ja ustaliłem wysokość podwyżki tylko komisje rady miejskiej, które kierowały się możliwościami naszego budżetu. Oczywiście ja nie uciekam od odpowiedzialności, ale zrzucanie wszystkiego na mnie jest nieuczciwe. W kategoriach całego tego niepotrzebnego zamieszania, gdzie zamiast się skupić na inwestycjach i pozyskiwaniu pieniędzy z UE oraz pracy dla dobra miasta, musimy rozwiązywać problemy niejasnego polskiego prawa, to żałuję że do tego wszystkiego doszło. Ale mleko się rozlało, co zrobić. Trzeba ten problem rozwiązać stojąc na straży interesów wszystkich mieszkańców miasta.
Nie obawia się pan, że na przedszkolach może się politycznie „wyłożyć”?
Może? To jest papierek lakmusowy dla mnie i dla mieszkańców miasta. Powiem szczerze, że ja się polityką nie kieruję. Postępuję zgodnie ze swoim sumieniem i nie kalkuluję co mi się bardziej opłaca politycznie. Jeśli mieszkańcy miasta uznają, że źle reprezentowałem interes miasta, to ja się z tym pogodzę i odejdę. Mam jednak nadzieję, że ludzie mają swój rozum. Widzą co się w Nowej Soli dzieje i jak się miasto zmienia i wiedzą jakie mamy plany na przyszłość. Jeżeli nowosolanie uznają, że darmowe przedszkola są ważniejsze od rozwoju Nowej Soli… to trudno. Jeśli społeczeństwo Nowej Soli nie zrozumie tej całej zadymy nastawionej na wyjście z cienia pewnej grupy ludzi, którzy grając interesem dzieci chcą osiągnąć swoje cele polityczne, to niech wybierze za rok kogoś, kto zrobi darmowe przedszkola. Może jeszcze coś innego darmowego się zrobi, a Nowa Sól będzie się staczała po równi pochyłej. Beze mnie. Ja nie chcę być prezydentem miasta, które się stacza.
Liczę się też z tym, że jeśli nie zrozumieją mnie nowosolanie, to w wyborach za rok w ogóle wystartuję. Jeśli będę czuł, że przegrałem, jeśli ludzie na ulicy będą mi pluli w twarz i mówili, że ukradłem ich pieniądze, tak jak twierdzą co niektórzy, to odejdę. Bo jak z pasją i poświęceniem walczyć o nowe inwestycje i rozwój miasta, kiedy przynajmniej część nowosolan traktuje mnie jak wroga? Mam jednak nadzieję, że wyjdziemy z tego kryzysu zwycięsko i będziemy jeszcze bardziej wzmocnieni mądrością nowosolan.
Monika Owczarek, Krzysztof Kołodziejczyk



