Wybory 2010

Apr 10

Krytyka, czy zwykłe chamswo?

      Czy istnieje gdzieś granica wolności słowa? A granica przyzwoitości? Czy można odróżnić krytykę i polemikę od pospolitego chamstwa? Czy ludzie dzielą się na tych, których można obrażać i szkalować z racji pełnionych przez nich funkcji i tych których obrażać nie wolno? Czy w debacie publicznej jest podział na ludzi i podludzi, obywateli i obywateli drugiej kategorii? Przyjęło się, że na osobę publiczną czy na urzędnika, można powiedzieć niemal wszystko, nie ponosząc za swoje słowa żadnej odpowiedzialności.

Krytyka, czy zwykłe chamstwo?

Modne stało się też ostatnio grzebanie w ludzkich życiorysach (co tam ustawa o ochronie danych osobowych) choćby przez upublicznienie oświadczeń majątkowych, do których wgląd powinny mieć tylko urzędy skarbowe. Każdego roku na wiosnę po ich publikacji jest wielu chętnych, żeby sobie poużywać np. przy lekturze gazety tuż po powrocie z kościoła. I zaczyna się: a ten ma dwa samochody, a tamten dorobił się na cudzej krzywdzie i państwowej posadzie, a ten to na pewno złodziej itd. Och jak to wszyscy lubimy. Nie zdajemy sobie przy tej okazji sprawy, ile krzywdy możemy uczynić innym? I często ci, którzy oczekiwaliby o drobinę szacunku za swoje poświęcenie i pracę, otrzymują w zamian porcję nienawiści i pogardy.

Podobno osoba publiczna z racji swojej funkcji czy wykonywanego zawodu, powinna mieć tzw. grubą skórę i być odporną na ataki i publiczne opluwanie. Tylko nie ma takiej skóry, której nie można przebić. Czy elementem składowym pensji urzędnika powinien być dodatek za znieważanie i poniżanie? Czy z kolei kiepsko opłacany urzędnik, na którego barkach spoczywa ogromna odpowiedzialność za losy np. dróg miejskich, opluwany i obrażany  będzie z poświeceniem i zaangażowaniem pracował dla tegoż miasta?

Ktoś niedawno dając mi rady napisał: Nikt nikomu na siłę nie karze piastować tak zaszczytnego stanowiska jakim jest funkcja prezydenta miasta. Krytyka była jest i będzie .Prawdziwy polityk żadnej krytyki się nie boi. W mediach ogólnokrajowych znany politolog powiedział "polityk to tak jak worek treningowy, w każdej chwili powinien być przygotowany na "ciosy". Sztuką jest jednak umiejętność odbierania takowych ciosów. Czy nasz prezydent jest odporny na krytykę? Śmiem twierdzić, że nie”.

To teraz ja zadam pytanie: co znaczy słowo krytyka? Czy krytyka i ubliżanie znaczy to samo? Czy krytyką można nazwać kierowane do mnie publicznie przez moich przeciwników słowa: „białoruski obesraniec”, „zabużańska słoma ci jeszcze z butów wystaje”, „siwy łeb”,  „potrzymaj ryj w miejskim korycie” ….  Czy to jest krytyka czy raczej zwykłe chamstwo???

Do wyborów pozostał jeszcze rok, a już co niektórzy rozpoczęli negatywną kampanię wyborczą, nastawioną na zniszczenie przeciwnika. Opozycja, za jaką się uważają autorzy zacytowanych wyżej słów, rozpoczęli krucjatę wychodząc z założenia, że cel uświęca środki.

Główny przywódca rebelii „przedszkolnej” pod pretekstem walki o dobro dzieci, wobec mnie w debacie publicznej użył m.in. takich słów:  „Tyszkiewicz jest lepszy od Hitlera”, „Ty SE możesz poskakać - faszysto jeden! Już niedługo skończy się kadencja i odejdziesz w niepamięć!”, „wasza Goebelsowska propaganda nie funkcjonuje”, „w waszym osranym wydaniu (TK)”, „komsomolskie świnie”,  „banda Tyszkiewicza”, „Taka jego je... mać”, „ Tyszkiewicz to zwykły faszysta!, 5 lat złodziejstwa, oddaj zrabowane pieniądze, twoja choroba nazywa się schizofrenia i podeślę ci do urzędu psychiatrę. Ps2 Jesteś durny faszysta i anarchista. Lecz się a może lepiej podaj się do dymisji i wyjedź w końcu na "zasłużone" wczasy”.

Ten sam „obrońca” dzieci przedszkolnych napisał pod moim adresem słowa: „ …mamy jednego pastucha i bandę świń trzymanych krótko za ryja przy korycie. Trochę się chlewa podmaluje, a świnie kwiczą z zachwytu, merdają ogonkami i myślą, że spadnie im gwiazdka z nieba”. Może to Goś i śmieszy, ale czy to jest krytyka? Czy cytując klasyka: „szambo można nazwać perfumerią”? Ja takie brednie mogę zignorować, ale jak się mogą czuć moje dzieci, rodzina, czy przyjaciele czytając takie słowa?

Ktoś mi bardziej życzliwy napisał: „Poddaj się pan opancerzenia swojego ciała będziesz pan odporniejszy na krytykę. Pana czas pochwał i nagród dawno już minął . Jeśli to do pana dotrze będzie panu lżej na duszy”. Święte słowa, ale też dają one wiele do myślenia. W następnych wyborach społeczeństwo powinno kandydatowi na prezydenta przeprowadzić test na gruboskórność. Czyżby przy wyborze kandydata na zarządzanie miastem ważniejsze powinny być cechy związane  z odpornością na oszczerstwa, niż inne wyróżniki predysponujące go do piastowania tej funkcji, takie jak  pomysł, cel, pracowitość i umiejętności…. Walka na słowa ma być ważniejsza od walki na czyny o dobro miasta? To smutne.

Przy tej okazji nie omieszkam też zadać retoryczne pytanie: czy media kłamią? Kto, czy co stoi za słowem: „media”? Odpowiedź jest jedna: Ludzie!  Media to ludzie!!! Nasi sąsiedzi, koledzy z klasy, wrogowie i przyjaciele, którzy często zupełnie przypadkowo nagle stali się redaktorami, a przez to sędziami i recenzentami naszego życia. To ludzie wykorzystując media często kreują rzeczywistość, niszczą przeciwników i głoszą swoje prawdy. Zwykli ludzie, z zaletami i przywarami, codziennymi chimerami i uprzedzeniami.

Okazuje się, że w dzisiejszych przesyconych sensacjami czasach, czytelników mało interesuje docieranie do prawdy. Wielkie krzyczące tytuły na pierwszych stronach są elementem socjotechniki zmierzającej do złapania nas na sensację. Świetnie sprzedają się tabloidy, choć już sięgając po nie wiemy, że prawda w tym wydaniu ma drugorzędne znaczenie. Opiniotwórcze periodyki sprzedają się dużo gorzej niż prasa brukowa. Dlaczego?

Czy są wiec obiektywne media? A czy są w ogóle obiektywni ludzie? Jak w życiu. Dlatego każdy powinien odpowiadać za swoje słowa, zarówno osoba publiczna, redaktor czy przechodzień na ulicy. Tradycyjnie osoba publiczna odpowiada po stokroć. Osobiście staram się za swoje słowa odpowiadać. Za każdy najdrobniejszy błąd jestem rozliczany z nawiązką, kiedy inni za słowa nie odpowiadają w ogóle. Niemal każdego tygodnia w Nowej Soli w lokalnej prywatnej gazecie można przeczytać wiele treści nie mających wiele wspólnego z rzeczywistością i prawdą. Zastanawiałem się często nad tym, kto i poco kupuje tą brukową prasę? Odpowiedzią jest chyba to, że ludzie chłoną sensacje, bo tylko ona się liczy. Co tam prawda. Czy warto przy tym prostować kłamstwa? Zdania są podzielone. Autorzy kłamstw czuliby się dowartościowani dyskusją z nimi, a sprostowania opatrzone komentarzem przedłużyłoby życie sensacji. Moim zdaniem po prawdę trzeba sięgać do źródła, jeśli jest to możliwe. Każdy pośrednik, o różnych często niejasnych intencjach, wypacza prawdę i właściwy przekaz.  Dlatego jako prezydent, chcąc utrzymać kontakt z mieszkańcami miasta, pozwalam sobie na felietony w Kręgu, mając nadzieję, że prawdę da się obronić, a prawdziwe intencje autorów chamskich i kłamliwych słów  prędzej czy później zostaną rozszyfrowane.

Wadim Tyszkiewicz 

 

Autor: tyszkiewiczw
Drukuj