Wybory 2010

Apr 10

Tyszkiewicz mówi o końcu Kim Dzong Ila

Tyszkiewicz mówi o końcu Kim Dzong Ila

Bolid Formuły 1 jest pomalowany w barwy Nowej Soli. W środku, za kierownicą siedzi Wadim Tyszkiewicz. Auto pędzi coraz szybciej i szybciej a prezydent nie wie, w którą stronę skręcić. A może wysiąść?

Krzysztof Kołodziejczyk: Panie prezydencie podobno chce Pan wstąpić do Platformy Obywatelskiej?

Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli: Zastanawiam się na tym dokładnie od ośmiu lat.

Tym razem zabrał się pan za wypełnienie deklaracji członkowskiej

Żeby było jasne, żadnej ostatecznej decyzji nie podjąłem choć byłem jej już bardzo bliski. Od ośmiu lat jestem cały czas przy PO, tyle, że nie złożyłem wymaganych dokumentów z moim podpisem. Uważałem, że liczy się głównie cel i ideały, a nie legitymacja partyjna. Na dzień dzisiejszy też się waham. Nie chcę wstępować do partii na siłę. Nie muszę być w środowisku ludzi, którzy mnie nie chcą. Trudno mi zapomnieć faktu, że kiedy poseł Bogdan Bojko (szef PO w Nowej Soli – red.) zgłosił mnie, jako kandydata do Parlamentu Europejskiego, pani poseł Bożenna Bukiewicz, szefowa Platformy w województwie lubuskim powiedziała o mnie „czarna owca” Platformy Obywatelskiej. Nie może mi wybaczyć tego, że ośmieliłem się dwa razy skrytykować publicznie PO.

Skrytykować” to w tym wypadku eufemizm. Padały wyrażenia, że polityka PO to „wczesny Bierut a politycy PO mają „gęby pełne frazesów. Mówił pan, że jest mu wstyd za Platformę. Krytyka? Panie prezydencie, to raczej bezpardonowy atak Przypomnijmy, że chodziło o odwołanie z rady nadzorczej strefy ekonomicznej, fachowca Jerzego Korolewicza i koalicję w sejmiku województwa z SLD.

Mówiłem o stylu uprawiania polityki przez niektóre osoby z PO. Nie miałem na myśli wszystkich polityków i całej partii. Zawsze stałem za Platformą murem nawet w trudnych momentach. Przypomnę, że jako jeden z nielicznych samorządowców w województwie odważyłem się otwarcie wielokrotnie wyrazić poparcie dla PO. Nawet najbardziej sztandarowe postacie bliskie Platformie często nie miały takiej odwagi, żeby publicznie przyznać się do swoich preferencji politycznych. Ja taką odwagę miałem. A odnośnie „gęb pełnych frazesów”, to mówiłem ogólnie o politykach, choć w kontekście konkretnych wydarzeń i krytyki lubuskiego PO za koalicję z SLD.

Pana romans z Platformą to chemiczny związek. Bo rzeczywiście, z jednej strony wielokrotnie pan podkreślał swoje przywiązanie do PO, otwarcie przyznawał, że na nich głosuje i zachęcał innych do takiego głosowania, z drugiej strony - chyba właśnie przez to - rozdawał ciosy mocniejsze niż PiS, czy SLD.

Bo nie jestem tchórzem. Mam swoje ideały i poglądy i nie będę chował głowy w piasek, jeżeli ktoś robi coś niegodziwego. A partia wg mnie zyskuje, jeśli potrafi przyznać się do błędu i go naprawić. Mam odwagę nazywać rzeczy po imieniu. Minęły już czasy kiedy była jedyna i słuszna partia, oraz jedynie słuszny, nieomylny przywódca. Ostatnio oglądałem film o Kim Dzong Ilu. To było niesamowite, jego pomniki powstawały tylko, dlatego, że w jakimś miejscu stał i rozmyślał – jedyny, słuszny, najważniejszy, nieomylny. Te czasy przynajmniej w Polsce się skończyły. Uważam, że bardzo źle rokuje partii takie myślenie, że tylko my mamy racje i jesteśmy nieomylni. Jeżeli ktoś robi rzeczy złe i niegodziwe nie mam najmniejszego zamiaru z tym się godzić. Dlatego właśnie waham się, czy wstępować w ogóle do partii, bo jestem człowiekiem niepokornym i trudno mi założyć kaganiec milczenia.

Do tej pory szczycił się pan swoją bezpartyjnością, uważał ją za swój atut

To prawda. Tyle, że żyjemy w świecie rzeczywistym, w którym trzeba być również pragmatykiem. Inaczej można zginąć albo też niewiele osiągnąć. Nigdy nie należałem do żadnej partii, nie byłem członkiem ZSMP, NZS czy innej organizacji. Kiedy zostałem prezydentem w Nowej Soli, lewica była przy władzy i byłem traktowany przez nich jak wróg, byłem niszczony, lekceważony i spychany na margines. Jako przykład – na początku mojej prezydentura Nowa Sól miała dostać 300 tys. ero na kanalizację Pleszówka. Pieniądze dla Nowej Soli były obiecane przez marszałka z SLD jeszcze za prezydenta Gabryelczyka ( Tadeusz Gabryelczyk, poprzednik Tyszkiewicza na fotelu prezydenta miasta (SLD) – red.), które on nawet wpisał już do budżetu na 2003 rok. Środki były praktycznie niemal pewne. Zostałem prezydentem odsuwając SLD od władzy i Nowa Sól jako miasto tych pieniędzy nie dostała. Trzeba było zmieniać budżet. 100 tys. przypadło Gabryelczykowi z SLD(wtedy już nowosolski starosta – red.) na chodniki, a większość z tej puli dostał port w Krośnie Odrzańskim.

Chce pan wstąpić do partii, bo Platforma rządzi i będzie łatwiej o pieniądze dla Nowej Soli?

Nie chcę być ciągle na marginesie, ale to, co pan powiedział jest jedną z kwestii. Kiedy SLD było przy władzy byłem wrogiem, kiedy rządził PiS też byłem nie „swój”, kiedy PO doszła do władzy też jestem obcy. Nie mogę się przebić przez pewne bariery, żeby załatwić ważne rzeczy dla miasta i nie jest to kwestia tylko „kasy”. Ludzie, którzy teraz rządzą województwem traktują mnie czasami niestety niekoniecznie jak przyjaciela.

Naprawdę się Pan dziwi? Mówił pan kiedyś, że PO zajmuje się intrygami i dzieleniem stołków.

Dla ścisłości- lubuska PO. Wyrywa pan słowa z kontekstu. Przypomnę, że wypowiedziałem te słowa z goryczą w kontekście roszad na stanowisku Marszałka i koalicji PO z SLD oraz z nabytkami z Samoobrony i PiSu. Ale teraz zestawmy to z tym, ile razy zrobiłem coś dobrego dla PO. Dwa razy faktycznie zaatakowałem najbliższa mi partię, ale kilkadziesiąt razy udzielałem poparcia PO przy najróżniejszych wyborach i bataliach.

Takie rzeczy w polityce trudno się zapomina.

Widocznie się do polityki nie nadaję. Dlatego m.in. się waham.

Pragmatyzm jest ważny, ale, czy na tyle, żeby zapomnieć, że gra się w jednej drużynie z ludźmi, którzy mają gęby pełne frazesów i uprawiają politykę w stylu wczesnego Bieruta?

Pan widzę, jak rasowy dziennikarz polityczny, uczepił się moich kilku słów krytyki wyrwanych z kontekstu i nie odpuszcza. Może warto byłoby zacytować całe moje wypowiedzi, żeby zrozumieć co ich autor miał na myśli? Jakakolwiek partia by to nie była, jeżeli robi złe rzeczy  (co też jest ludzkie) to powinna je szybko wyeliminować. To działa na korzyść tej partii, a nie przeciwko niej. Ludzie to widzą i doceniają, że zrobiłeś coś złego, przyznajesz się i naprawiasz błąd. Jestem za partią otwartą na krytykę, polemikę i dyskusje. Nie mam zamiaru, mówiąc kolokwialnie, zamykać swojej „gęby”. Jestem człowiekiem otwartym i uczciwym. Tak zostałem wychowany przez rodziców, tak przeszedłem przez życie i nie mam zamiaru patrzeć na pewne niegodziwości bez względu na to, kto je będzie robił i jaki ma szyld partyjny.

Może panie prezydencie w polityce ta otwartość nie jest pożądana?

Może? Może dlatego nie zostanę przyjęty, a może w ogóle nie złoże deklaracji z ankietą?

Jeśli lubuska PO uzna, że mnie nie potrzebuje, trudno. Kiedyś potrzebowała i korzystała z mojej pomocy. Kiedyś stawiała mnie za wzór.

Podobno na to, że nie zostanie przyjęty ma pan duże szanse. Mówi się, że jest pan nieprzewidywalny politycznie

Jestem bardzo przewidywalny, od 8 lat mam te same poglądy, a wcześniej nie należałem do żadnej partii w odróżnieniu od niektórych polityków, którzy przypadkiem trafili do PO. Jestem nieprzewidywalny tylko dlatego, że mogę się nie godzić z pewnymi niegodziwymi zachowaniami pewnych ludzi. Prawdziwy polityk siedzi w takich sytuacjach cicho. A ja taki nie jestem. I jeśli ktoś zrobi jakąś niegodziwość, to na pewno jako członek PO nie będę siedział cicho.

No właśnie, nie będzie cicho i będzie chciał robić rewolucje. W PO podobno boją się, że będzie pan zagrożeniem dla posła Bojki.

PO się boi czy poseł Bojko? Zawsze byliśmy dobrymi kolegami i gdyby tak było, to myślę że poseł Bojko by mi to powiedział. Nie wiem już sam, dla kogo jestem wsparciem, dla kogo nadzieją, dla kogo zagrożeniem. Po pierwsze chciałbym, żeby nowosolska Platforma była silna i żeby lubuska PO liczyła się w kraju. Nie silna w jakimś tam „kolesiostwie”, że partyjny Zenek coś załatwi partyjnemu Frankowi i to jest wtedy silna partia. Ma być silna w poglądach, działaniu i dążeniu do celu. Silna w głosie. Odważna w podejmowaniu trudnych decyzji. Aktywna. Skuteczna. Dająca ludziom nadzieję na lepsze jutro, ale czynami, a nie tylko słowami.

Panie prezydencie, już wytycza pan kierunek Platformie. Jest pan silną osobowością i można sobie wyobrazić sytuacje, że przychodzi do Platformy, mówi nie podoba mi się to i tamto rozpoczyna się walka o wpływy i kierunek rozwoju partii. Walka o władze, która zawsze osłabia partie

O kierunki rozwoju owszem. Władza dla samej władzy mnie nie bawi i nie pociąga, nieważne, czy to jest stanowisko prezydenta miasta, czy przywódcy partii. Interesuje mnie cel, do którego się dąży. Jeżeli się w nim różnimy, to rzeczywiście mogę się z kimś zetrzeć na argumenty. Nie wiem, czy to będzie platforma powiatowa, wojewódzka, czy krajowa. (Chwila zastanowienia się) Może rzeczywiście nie jestem im potrzebny, bo jestem otwarty i mówię, co myślę, a czasami w polityce nie jest to mile widziane? Dlatego się waham.

W jednym z telewizyjnych wywiadów mówił Pan, że zastanawia się również ze względu na swoich współpracowników

Do ostatnich wyborów szliśmy jako niezależny bezpartyjny  komitet wyborczy. Wstępując w szeregi PO mam kłopot, bo ludzie skupieni wokół mnie reprezentują najrozmaitsze poglądy od lewicy do prawicy. To ludzie, którym po prostu leży na sercu dobro Nowej Soli.

Chodzi o wiceprezydenta Jacka Milewskiego, który nie uchodzi za przyjaciela PO? Czy jest to wybór tego rodzaju?

Rzeczywiście jest skrajnym prawicowcem, a ja umiarkowanym konserwatywnym-liberałem, ale jak pan widzi od 7 lat się dogadujemy. Nie, nie ma mowy o jakimś rozejściu się dróg. Mój komitet wyborczy to ok. 80 osób, które uczestniczyły w wyborach i nadal ze mną współpracują.

Panuje też taka opinia, że wstąpienie do PO to kalkulacja polityczna na wygranie kolejnych wyborów. Spektakularnych sukcesów jest mniej albo po prostu spowszedniały a pojawiają się też wpadki. Panuje przekonanie, że coraz więcej ludzi się od Pana prezydenta odwraca. Mówi się już nawet nie tyle o tym, że powtórzenie wyniku 84 proc. z poprzednich wyborów jest niemożliwe, co że może pan nie obronić prezydentury. Z elektoratem PO na pewno będzie dużo łatwiej.

Po trzykroć powtórzę- nic bardzie błędnego!!! W ciągu tej kadencji zostało zakończonych, jest realizowanych i będzie zrealizowanych ważnych prorozwojowych inwestycji więcej niż w jakimkolwiek podobnym okresie z całej historii Nowej Soli, nie tylko powojennej. Nadal osiągamy sukcesy, ale ludzie i do sukcesów się przyzwyczajają. Ale ma pan oczywiście rację, że zapach czekolady jest słodki i miły, ale nikt nie chciałby mieszkać koło fabryki czekolady. Po pewnym czasie jej zapachu się już nie czuje, a dla niektórych jest wręcz drażniący. Wiem, że te wybory mogą być trudniejsze. Ale niech ktoś ze mną wystartuje, jeśli się zdecyduję i ma wizję rozwoju miasta. Bardzo chętnie zetrę się na argumenty. Nich się pojawi kandydat. W samorządzie na poziomie miasta takiego jak Nowa Sól polityka ma trzeciorzędne znaczenie, głosuje się na człowieka i jego pomysł na miasto. Wstępując do partii i określając się politycznie mogę w Nowej Soli sobie chyba bardziej zaszkodzić. Platforma ma bardzo wysokie poparcie w skali kraju, to 40-42 proc., ale ja w 2006 roku miałem 84 proc. i głosowali na mnie ludzie o różnych preferencjach politycznych. Te brakujące 42 proc. To nie koniecznie sympatycy PO.

Sytuacja się zmieniła, mamy 2009 rok a pan prezydent nie wie, jakie ma w tej chwili poparcie. Jest Pan pewien, że to nadal 84 proc?

Oczywiście, że nie. Jeśli będę czuł, że nie jestem Nowej Soli już potrzebny, że np. ludzie na ulicy nie uśmiechają się do mnie, nie podają mi ręki, nie gratulują, nie mówią „tak trzymać panie prezydencie”, to w wyborach na pewno nie wystartuję, nawet jeśli będę miał duże szanse na ich wygranie. Jak już powiedziałem, nie interesuje mnie władza dla samej władzy. Jeśli mnie tu nowosolanie nie będą chcieli, to pójdę gdzie indziej. Mam jeszcze wiele ciekawych pomysłów na życie i nie ukrywam, że składane mi są bardzo interesujące propozycje. Myślę, że znajdą się miejsca, gdzie mnie przyjmą z otwartymi rękoma z moim doświadczeniem, wiedzą i kontaktami. Nie muszę być prezydentem Nowej Soli na siłę. Jestem człowiekiem finansowo niezależnym dzięki prowadzeniu swojej firmy przez 17 lat. Jeżeli będę czuł, że nie wygram wyborów w I turze, to dla mnie to będzie swoiste wotum nieufności od nowosolan, wtedy nie wystartuję w wyborach w przyszłym roku.

Pokieruje się pan subiektywnym przeczuciem?

Tak jak w życiu ludzie bardzo często kierują się przeczuciami. W Formule 1 np. czasem kierowca w jednej krótkiej chwili decyduje - jadę w prawo czy w lewo, przeżyje, czy nie przeżyje - decydują ułamki sekund i wtedy liczy się intuicja. Jeżeli będę czuł, że nie przeżyję bo nie mam poparcia w tym co robię, zrezygnuję.

Myśli pan o parlamencie, czy starcie na prezydenta, tyle, że z listy PO?

Nie mam jeszcze sprecyzowanych planów. Nie mam czasu na planowanie. Mam dużo pracy.

Ale wydajemy mi się, że jeśli start w wyborach prezydenckich, to tylko z komitetu niezależnego, tak jak 3 czy 7 lat temu, a gdyby może kiedyś do Sejmu, to tylko z listy PO, jeśli oczywiście Platforma mnie zaakceptuje takim jakim jestem.

A jeśli partia będzie widziała innego kandydata?

Nie będzie problemu. To powołam jak powiedziałem swój komitet wyborczy i nie będzie problemu. Argumenty i pomysł na miasto powinny się liczyć, a nie polityczne sztandary.

Jak to nie będzie?! Dwóch kandydatów z PO?

Nie byłbym kandydatem PO podczas dwóch poprzednich wyborów i tego teraz też od PO nie oczekuję.

Ale byłby Pan członkiem tej partii. Co najmniej dziwna sytuacja.

Dlatego się waham czy do partii wstępować, żeby nie stawiać PO i siebie w niezręcznej sytuacji.

Kiedy podejmie pan decyzje?

Nie wiem. Dla mnie to jest trudne, uciekam od tej decyzji. Niedługo będę musiał ją jednak podjąć i na samą myśl przechodzą mnie ciarki. To jest życiowa decyzja. Nie ukrywam, że czułem się ostatnio bardzo, bardzo zmęczony i że miesiąc temu już ustaliliśmy z żoną, że nie wystartuję w kolejnych wyborach. Byłem na wakacjach, odpocząłem i wróciła mi wola walki dla dobra miasta. Ponoć w polityce obowiązuje zasada „nigdy nie mów nigdy”. Pożyjemy, zobaczymy. Moim głównym i chyba życiowym celem jest rozwój Nowej Soli, i temu celowi będą podporządkowane moje decyzje.

Krzysztof Kołodziejczyk

 

 

 

Autor: tyszkiewiczw
Drukuj